O aplikacji „e-kartka 1939”

52 dni z życia miasta, 15 sierpnia – 5 października 1939 w Warszawie

75. rocznica wybuchu II wojny światowej

Jak wyglądało życie mieszkańców Warszawy przed 75. laty. Dzień po dniu.

Najnowsze e-kartki z kalendarza

Kolejna e-kartka ukaże się za

Czwartek, 5 października 1939

Aleje Ujazdowskie 23 (dziś 23/25)

Pustymi ulicami szybko w różnych kierunkach jeździło auto, z którego megafonu rozlegało się ciągle powtarzane po polsku: „Odtąd panowie cywile schodzą do bram. Nie wolno wychodzić na ulicę, podchodzić do okien, gdyż będzie strzelano”. […]
Od gmachu Komendy Miasta wyjechała liczna kolumna motocykli z przyczepami. Na siodełkach siedzieli w ogromnych hełmach niemieccy policjanci ubrani w granatowe płaszcze. W przyczepach policjanci półleżeli na lewym boku, odwróceni do tyłu z karabinami w garści i palcem na spuście. Za tą kolumną jechał ogromny, staromodny wóz pancerny, z którego luku nad podkładem sterczał żołnierz obrócony też do tyłu i trzymający palec na spuście karabinu maszynowego. Następnie sunęło otwarte auto z kilkoma oficerami, do którego z tyłu doczepiono działko przeciwlotnicze. Za nim również otwarte auto z generałami. W trzecim zaś, również otwartym aucie niespodziewanie ujrzałem Hitlera. Ubrany w płaszcz politischer Leitera, miał po prawej młodego adiutanta. Hitler blady, o mocno zagryzionych ustach, zrobił na mnie wrażenie histeryka, zmęczonego i całkowicie zobojętniałego na wszystko, co się wokół dzieje.
Ksawery Świerkowski w: Tomasz Szarota, Okupowanej Warszawy dzień powszedni, Czytelnik, 2010

Czytaj więcej
Środa, 4 października 1939

Ul. Grójecka 109

Do uchodźców przebywających w Warszawie wydał prezydent Starzyński następującą odezwę:

Obywatele!
Okoliczności wojny sprowadziły Was do Warszawy. Wiem, jak ciężki los jest Waszym udziałem. Wiem, jakie trudne są warunki Waszego życia. […]  Obecnie nadszedł czas, kiedy bez przeszkód wrócić możecie do swych miast i osiedli. Na pewno we własnym domu będziecie się czuć lepiej, łatwiej będziecie mogli się aprowizować i życie Wasze będzie lżejsze. Wracajcie więc do swych domostw. Komunikuję Wam, że władze niemieckie zawiadomiły mnie, że w Warszawie pozostawać mogą tylko stali mieszkańcy, zaś wszyscy uchodźcy winni niezwłocznie Warszawę opuścić pod groźbą przymusowego wysiedlenia. Wzywam Was, obywatele, abyście nie doprowadzili do tej ostateczności, a jak najszybciej dobrowolnie Warszawę opuścili. Warszawę opuszczać można swobodnie bez żadnych przepustek i bardzo wielu uchodźców już z tego skorzystało i Warszawę opuściło. […]
Warszawski Dziennik Narodowy, R. 5, 1939, nr 264

Czytaj więcej
Wtorek, 3 października 1939

ul. Graniczna 2

W rozmowach, jakie z tego powodu odbyły się między przedstawicielami miasta i wojskowych władz niemieckich na temat ustosunkowania się do ludności żydowskiej, przedstawiciele niemieckiego Dowództwa Warszawy zapewnili, że do ludności żydowskiej nie będą stosowali żadnych szykan.
Warszawski Dziennik Narodowy, R. 5, 1939, nr 262

Jedną z pierwszych rzeczy, jaką zajmowali się Niemcy zaraz po wejściu do miasta, było pozbawianie religijnych Żydów bród - przez obcięcie, podpalenie lub wyrwanie. Celem tej akcji było zranienie uczuć religijnych Żydów, dokładnie tak, jak podpalenie synagog, rwanie i niszczenie świętych ksiąg, niszczenie cmentarzy. Była to też dobra okazja do fizycznego znęcania się nad Żydami.
Archiwum Ringelbluma. Dzień po dniu Zagłady, red. Marta Markowska, Ośrodek KARTA, Warszawa 2008, s. 23-24.

Czytaj więcej
Poniedziałek, 2 października 1939

Plac Piłsudskiego

Rozdawnictwo chleba i ciepłej strawy dowożonych przez oddziały wojskowe niemieckie dokonywane było dotychczas w sześciu punktach miasta, od dnia zaś dzisiejszego (poniedziałku) odbywać się będzie w dwunastu punktach.  Przy rozdawnictwie dotychczasowym w czterech punktach panował zupełny spokój i porządek, natomiast w dwóch punktach w dzielnicy żydowskiej doszło do poważnych incydentów z powodu natłoku, w jakim ludność rzucała się na dostarczaną jej żywność.
Warszawski Dziennik Narodowy, R. 5, 1939, nr 262

Terka, służąca eks-komendanta domu, wbiega do bramy z dwukilowym komiśnym [tj. żołnierski] chlebem. Niemiecki, opowiada szczęśliwa, że ją otaczają, wypytują. Na Woli była, koło „Wenecji”. A narodu tam!... „Niemcy z ciężarówek rzucają chleb, a ludziska wyciągają ręce i łapią. A one śmieją się z głodnego narodu. A naokoło chodzi ich kilku z aparatami, świecą lampami w oczy i kino kręcą, jak te ludzie chleb łapią”.
Józef Hen, Nowolipie, Warszawa 1991.

Od 2 października zaczynają się pierwsze masowe aresztowania zakładników, wśród kilkuset aresztowanych są księża, przedstawiciele inteligencji, wolnych zawodów, kupiectwa, rzemiosła, przedwojenni działacze społeczni. 

Na zdjęciu rozdawanie chleba na placu Marszałka Piłsudskiego,  z tyłu hotel Europejski i wylot ulicy Tokarzewskiego-Karaszewicza.

Czytaj więcej
Niedziela, 1 października 1939

ul. Opaczewska 2a dziś Banacha 2

Wróciliśmy do Warszawy – swąd spalonych domów. Zobaczyłem żandarmów z blachami. Tak mi przykro było... Ludzie, nie ma już Polski, jak to może być?! Wyobrażałem sobie, że jak będzie wojna (nawet czekałem na nią – takie głupie były dzieci), to Polska będzie silna, zwarta i gotowa. Należałem wówczas do harcerstwa. Myślałem: pójdziemy do Berlina, Niemców się pobije, bo mają wszystko z tektury! A tutaj taki piękny sprzęt zobaczyłem... Chłopaki jak malowanie, wszystko wypasione byki. Ten wspaniały sprzęt, samochody... Bo piechotą nie chodzili, tylko wszędzie ich wozili transporterami. Buty jakie mieli... Nie tak, jak nasi żołnierze w owijaczach... O rany, jacy ci Niemcy wspaniali! Ale i złość, że tacy właśnie do nas przyszli i tak nas upokarzają.
Wywiad z Wacławem Wilk-Wilczyńskim, Archiwum Historii Mówionej DSH/KARTA, syg. MSDP_035, relację nagrał Tomasz Gleb w 2002 roku.

Czytaj więcej
Sobota, 30 września 1939

ul. Puławska 99

W ciągu dnia wczorajszego i dzisiejszego oddziały wojsk polskich ściągane są w dalszym ciągu do wyznaczonych im punktów koncentracyjnych, skąd kierowane są dalej do miejsc przeznaczenia - zgodnie z warunkami układu o  kapitulacji. Żołnierze pochodzący ze wschodnich dzielnic Polski zbierani są w punktach koncentracyjnych na wschodzie miasta.
Kurier Poranny, 1 października 1939

30 września postępuje rozpoczęty poprzedniego dnia wymarsz polskich oddziałów wojskowych z miasta do niewoli niemieckiej: po godz. 7.00 przez ul. Puławską, a po godz. 20.00 przez ul. Wolską poza miasto. 

Czytaj więcej
Piątek, 29 września 1939

ul. Marszałkowska róg Alej Jerozolimskich

Warszawa padła. Cios jest tak nagły i silny, że chwilowo nie wywołuje nawet reakcji.
[...] Ale już w ludziach obudziła się bestia. Jednych nawet grad bomb i pocisków nie wstrzymał od rabunku. Drudzy teraz poczuli, że są śmiertelnie głodni. Komendant organizuje służbę cywilną, rozdaje broń, sam jest wszędzie obecny; za grabież żywności przeznaczonej dla rannych wali w mordę aż huczy, bez względu na to, kto kradnie. W ten sposób opanował sytuację i zyskał posłuch tłumu.  Przychodzą meldunki z miasta. Wszędzie rabunek sklepów i opuszczonych mieszkań. Strzelanina wzdłuż ulic. Biorą wszystko, co pod ręką, nie zastanawiając się, czy zagrabione przedmioty będą im kiedykolwiek potrzebne. Ma wziąć Niemiec, wezmę ja – taka była dewiza.
A jednocześnie z przedpoli napływają meldunki, że żołnierze nie chcą się poddawać. Nie chcą opuszczać posterunków. Postanawiają strzelać do ostatniego naboju. Rozgoryczenie, dużo samobójstw wśród oficerów i żołnierzy. Chcą się bić do końca, brak amunicji zastąpić bagnetem.
X.Y. [Anna Jachnina], Pamiętnik z oblężenia Warszawy, w: Pamiętnik z obrony Warszawy, red. Halszka Buczyńska, Warszawa 1942.

Na zdjęciu miejsce,  gdzie obecnie znajduje się hotel Novotel (dawniej Forum).

Czytaj więcej
Czwartek, 28 września 1939

Kapitulacja

Obywatele!
Miasto nasze zostało doszczętnie zniszczone. Zepsucie wodociągów pozbawiło ludność wody, bez której żyć nie można. Również brak żywności daje się poważnie odczuwać.
Dowódca Armii Gen. Dyw. Rómmel, mając na względzie położenie ludności, z ciężkim sercem postanowił w tej sytuacji zaniechać dalszej obrony stolicy. W tych warunkach ustaje zlecona mi rola Komisarza Cywilnego przy Dowództwie Obrony Warszawy, natomiast w związku ze zniszczeniem miasta i z warunkami bytu ludności wzmagają się zadania moje jako prezydenta miasta.
Stefan Starzyński, Prezydent Miasta Warszawy
Fragment odezwy rozplakatowanej 28.09.1939 r i opublikowanej w „Gazecie Wspólnej” 29.09

Prezydent Starzyński w niecałe trzy miesiące od napisania tych słów  został rozstrzelany przez Gestapo. Umowa kapitulacyjna została podpisana o godzinie 13.00 na terenie fabryki "Skoda" na Rakowiu, ze strony polskiej - przez gen. Kutrzebę w imieniu dowódcy armii "Warszawa",  ze strony niemieckiej - przez dowódcę 8. armii gen. Blaskowitza. 

Czytaj więcej
Środa, 27 września 1939

ul. Emilii Plater 33

Wyszedłem na ulicę nienaturalnie cichą. Dziwne! Ni świstu spadających, ni huku pękających bomb, ni szumu szrapneli. Za to wszędzie trupy, trupy, trupy...
[...] Szkielet domu, jak objedzony z ciała, bez dachu, patrzy pustymi, spalonymi, czarnymi oczodołami okien. Sczerniałe od ognia i dymu mury nie ukrywały wnętrza, nie osłaniały tego, co się działo za nimi. Trup dziewczyny, nagi, wystawiał na pokaz młode, kształtne ciało. Ten brzuch, wyraźnie zaznaczone piersi, blade, ale bez żadnej skazy. Tylko w biodrze widać było małą plamkę. Tędy wszedł odłamek szrapnela. I te oczy! Oczy! Oczy otwarte, jakby rozdarte w śmiertelnym bólu i strachu, oczy bez dna, w których zachował się cały ten ból, cała bojaźń śmierci, oczy, które żyć będą, póki będą wojny.
Niedaleko inne zwłoki. Zwłoki mężczyzny, zasypane cegłami i tynkiem, okrwawione. Zwłoki, w które jakaś siła potężna wbiła w poprzek płonącą belkę. Przez brzuch i piersi rzucony był kawał węgla drzewnego. I węglem było też ubranie, węglem było ciało. Tylko twarz zwrócona ku górze, wprost do nieba, jak o pomstę krzycząca, kary się domagająca, była nietknięta. [...] Umarł Dante i nie zmartwychwstanie, ale gdyby nawet był i on nie oddałby, nie odmalowałby tych tysięcy trupów ludzi, koni i domów, które wszystkie w niemej skardze leżały nieruchomo nagie, niekryte, groźne. Wszystkie zdawały się niebu i ziemi zadawać jedno i to samo pytanie: Za co? W imię czego?
Archiwum Ringelbluma. Dzień po dniu Zagłady, red. Marta Markowska, Ośrodek KARTA, Warszawa 2008

27 września  zawarto rozejm, w wyniku którego o godzinie 14.00 zaprzestano ognia.

 

 

Czytaj więcej
Wtorek, 26 września 1939

Plac Piłsudskiego

Te dwa ostatnie dni przechodzą siłę ludzkiej wytrzymałości. Nalot łapie nas w mieszkaniu. Jedna z olbrzymich bomb przeznaczonych widocznie na Filtry pada na podwórze naszego domu. Dom zakołysał się silnie, a nas rozpłaszczyło na jednej ze ścian przedpokoju. Zbiegamy do schronu. Pełno ludzi. Radio milczy. Światła już nie ma, wody brak, wszelki kontakt ze światem zerwany. Kobiety, dzieci, wszystko pokotem na podłodze. Świeczki słabo oświetlają dwa dość duże pomieszczenia schronowe. Artyleria przeciwlotnicza dawno umilkła. Samoloty latają tuż nad dachami. Straszny, złowrogi świat lecących bomb, detonacje i ogłuszający huk. Tynk sypie się na głowę, kołyszemy się jak w kabinie okrętowej. Co chwilę uczucie, że już, już strop obrywa się na głowę.
Siedzę skulona i patrzę. W jednym z pomieszczeń przy słabo migocącym płomieniu świecy, grupa ludzi klęczy przed ołtarzem Matki Boskiej odmawiając głośno „Pod Twoją Obronę". Robi to wrażenie nabożeństwa pierwszych chrześcijan w katakumbach.
Obok mnie jakaś matka układa dwoje drobnych dzieci na posłaniu, zakrywa je sobą i tak trwa nieporuszenie. Biedactwo, w swej macierzyńskiej miłości sądzi, że nawet walący się strop musi się na jej matczynych barkach zatrzymać.
X.Y. [Anna Jachnina], Pamiętnik z obrony Warszawy, Warszawa 1942.

Czytaj więcej
Poniedziałek, 25 września 1939

Czarny poniedziałek

Warszawa od wczoraj przeżywa piekło. Rozpoczęło się ono nalotem przeszło stu dwudziestu bombowców, które jak wielkie kruki zleciały się ze wszystkich stron. Nie zdążono nawet zarządzić alarmu, jak już setki bomb pokryły wszystkie dzielnice. W mgnieniu oka Warszawa stanęła w chmurach dymów, eksplozji i pożarów.
Zdzisław Żórawski, Dziennik obrońcy Warszawy, Warszawa 2011.

Po zmierzchu wychyliłem się z okna.  […] Ciężkie, krwistoczerwone kłęby dymu ciągnęły nisko nad domami. Jezdnie i chodniki zasypane były kartkami niemieckich ulotek, których nikt nie podnosił, gdyż – jak opowiadano – były zatrute. Pod jedną z latarń leżały dwa martwe ciała [...]. Żelazną od Wielkiej powoli nadjeżdżała dorożka. Na skrzyżowaniu z ulicą Sosnową dorożkarz zatrzymał konia, zastanawiając się, którędy ma jechać dalej. Po krótkim namyśle wybrał drogę na wprost, cmoknął i koń ruszył stępa przed siebie. Zdołali przejechać chyba z 10 metrów, gdy rozległ się gwizd i huk. Oślepił mnie silny blask, a gdy znów przyzwyczaiłem się do ciemności, nie było już dorożki. Roztrzaskane drewno, resztki dyszla, części tapicerki i rozszarpane ciała mężczyzny i konia leżały porozrzucane pod ścianami domów. A mógł skręcić w Sosnową...
Władysław Szpilman, Pianista. Warszawskie wspomnienia 1939–1945, oprac. Andrzej Szpilman, Kraków 2002.

Nazwa "Czarny poniedziałek" wzięła się od dnia, w którym miało miejsce bombardowanie miasta o skali niespotykanej wcześniej w historii. 25 września paręset samolotów nadlatujących falami zrzucało bomby od godziny 7.00 rano aż do zmroku.  Liczne pożary, głód, brak wody, prądu,  środków opatrunkowych, lekarstw spowodowały, że życie miasta było całkowicie sparaliżowane. 

Czytaj więcej
Niedziela, 24 września 1939

Brak wody

Moje miasto dogorywa. Kłęby dymu zaciemniają niebo. Ja z gąsiorem pełnym wody. Tępy ból w przedramieniu. Po wodę musiałem iść aż na Młynarską, gdzie znalazła się ręczna pompa. Brnę chodnikiem pokrytym łupinami od pestek. Będę myśleć o wszystkim, byle nie o nieznośnej drętwocie ramienia. Pociski wybuchają z monotonną regularnością, oblężone miasto jest ostrzeliwane z dział. Spoglądam z zazdrością na białe kubły, w których kołysze się przykryta liściem łopianu woda. Ja z tym gąsiorem jak idiota. Mam żal do rodziców, że u nas w domu nie ma wiadra. Co oni sobie myśleli, kiedy to wszystko się zaczynało — że rozkosze cywilizacji są nie do zdarcia? Od wczoraj jesteśmy bez elektryczności. Dzisiaj ustał dopływ wody. Nie ma gazet. Milczy radio. To jest gorsze niż brak jedzenia. Mama pomieszała mąkę z otrębami i upiekła jakiś zakalec. Ohydne, całe szczęście zresztą, nie żre się tyle, a otręby też się kiedyś skończą. Mogli przewidzieć, że będzie głód, przecież podczas tamtej wojny jedli obierki. Tak, zgadza się mama, ale nie zaraz na początku. Leci, leci, słyszę lot szrapnela, uuuch, i zaraz ba-bach! Chyba nie doniosę tego gąsiora. Płacimy za komfort i ufność.
Józef Hen, Nowolipie, Warszawa 1991.

W wyniku uszkodzeń Filtrów i sieci wodociągowej, ostatecznie ustaje  dopływ wody do miasta.

Na zdjęciu kolejka przy Alejach  Jerozolimskich, widok na ulicę Żelazną.

Czytaj więcej
Sobota, 23 września 1939

Elektrownia Miejska

Warszawa się jeszcze broni. Po co się oni bronią? - mówi oficer niemiecki. To przecież nie ma żadnego sensu. Nas tu stoi 25 dywizji. Po co się oni jeszcze bronią? Generał Czuma chyba zwariował? - pyta się lotnik niemiecki i notuje te słowa w pamiętniku, który po opublikowaniu wpadnie mi w ręce. Warszawa się jeszcze broni, mówi do siebie mieszkaniec Sulejówka, Tłuszcza czy Grójca patrząc na słup czarnego dymu w dzień, a na olbrzymią łunę w nocy i słuchając huku armat. Warszawa jeszcze się broni, mówi do siebie Polak z dalekich stron, słysząc, że z radia płyną jeszcze dźwięki sygnału stacji mokotowskiej. - Speaker zapowiada: „teraz będzie przemawiał gen. Rómmel...". Są to ostatnie słowa, które nadaje radiostacja. W tym momencie jeden pocisk rozbija elektrownię, drugi uszkadza poważnie radiostację. Słuchacz polski nie słyszy już sygnału, nie słyszy już tętna Warszawy. Ale Warszawa jeszcze się broni. Brak radia i światła nie przyczynia się do podniesienia nastroju. Przestają też działać wodociągi i wszyscy zdają sobie sprawę, że to pociąga za sobą nie tylko kłopotliwe przynoszenie wody z nielicznych studzien, ale [też] zwiększa groźbę pożarów.
K.J., Urywki z pamiętnika cywila w Pamiętniki z obrony Warszawy, red. Halszka Buczyńska, Warszawa 1942.

Ogień artylerii niemieckiej na Warszawę przybiera wielkie nasilenie. Tego dnia została zbombardowana m. in. Elektrownia Miejska na Wybrzeżu Kościuszkowskim i miasto pogrążyło się w ciemnościach.

 

Czytaj więcej
Piątek, 22 września 1939

Cmentarze na skwerach

Kościół św. Aleksandra stoi na pozór nietknięty. Po obu stronach kościoła płoną dwa nowoczesne domy. Równo, spokojnie, żadnym strumieniem wody nie przerywanym pożarem. Za kościołem placyk, Zwykle był pokryty zieloną murawą. Dziś i on zmienił wygląd. Groby na nim wyrosły. Jest ich już kilkanaście, a co dzień nowe przybywają. Jakaś wiązka kwiatów, jakiś z dwóch kawałków drzewa naprędce zbity krzyżyk świadczy, że mogiły kopał ktoś bliski poległych. Ale są i zwykłe kopczyki szarej gliny. Mówiono mi, że rodzinę z siedmiu osób równocześnie zabitych pogrzebano tam niedawno. Obcy, dobrzy ludzie to zrobili.
„Łuna nad Warszawą”, Stanisław Ordon, Bukareszt 1940

Czytaj więcej
Czwartek, 21 września 1939

Plac J. H. Dąbrowskiego 6

Ale nadszedł dzień przejmujący swą upiorną wymową. Radio ogłosiło, że korpus dyplomatyczny wysłał do Niemców parlamentariuszy, gdyż pragnie opuścić Warszawę. Na zasłuchane ulice padła groza. Ludzie zaniemówili. Więc jest aż tak źle?! Prezydent miasta podał opis ceremoniału ustanowionego przez przedstawicieli obcych państw i Niemców, zapowiedział rozejm na 24 godziny i wezwał kolonie obcokrajowców do stawienia się w swych dyplomatycznych placówkach w celu wspólnego wyjazdu. Po kilku godzinach wynikł z tego przykry incydent: ponieważ Raszyńska stacja już nie pracowała, Niemcy dostroili swoją falę do jej długości i rozgłosili, że Warszawa wysłała parlamentariuszy, że się poddaje. I znów ochrypły z wysiłku głos prezydenta wyjaśniał kilkakrotnie światu, że to fałsz, że stolica w ogóle nie ma tego zamiaru, że broni się, że wprawdzie czeka na pomoc, ale broni się i bronić będzie, że ufa...
„Wrzesień Warszawy 1939”, Zofia Petersowa, Warszawa 1946

Żaden obcokrajowiec nie mógł się  czuć bezpiecznie w Warszawie, również kilka ambasad krajów neutralnych lub sprzymierzonych z Niemcami zostało trafionych pociskami. Na zdjęciu zbombardowana ambasada Włoch.

Czytaj więcej
Środa, 20 września 1939

Konina

Pod pomnikiem Kilińskiego założono bezobsługowy salon mięsny pod gołym niebem; zwleczono z okolicy wszystkie końskie ścierwa, a tłum amatorów wycinał z nich, co się dało. Przy krawężniku stała już trzeci dzień nowiutka niebieska skoda popular, porzucona z braku benzyny. Przyjdzie czas i na nią: po kapitulacji, zaspokoiwszy głód, rzeźnicy wytną  z niej całe mięso, aż do blaszanego szkieletu. Na Bonifraterskiej śmigała od bramy do bramy żydowska biedota w rozwianych chałatach; ta już nigdzie nie mogła uciec przed swym losem.
Młodego warszawiaka zapiski z urodzin, Jerzy Stefan Stawiński, Warszawa 

Mimo że ze względu na otaczającą nas grozę i podniecenie nie mieliśmy specjalnie apetytu, jednakże po paru dniach głód zaczął się nam dawać we znaki. Na ryż i wędzone szproty nie mogliśmy patrzeć. Pewnego dnia ojciec przyniósł mięso. Mówił, że to z sarny trafionej odłamkiem podczas ostrzału ogrodu zoologicznego […]. Sarnina była trochę słodkawo-kwaśna, ale naprawdę doskonała. Dopiero po dobrej godzinie, gdy zjedliśmy, ojciec wyjawił prawdę. Wcale nie była to sarnina, lecz kawał zadu konia artyleryjskiego zabitego gdzieś na Żoliborzu odłamkiem bomby.
Maciej Piekarski, Tak zapamiętałem, Warszawa 1979

Czytaj więcej
Wtorek, 19 września 1939

ul. Nowy Świat 31 róg z ul. Chmielną

W schronie, który mieścił się w olbrzymim domu-oficynie od strony Jasnej. Przebywało tam kilkaset osób z najrozmaitszych sfer i w warunkach najprymitywniejszych. Wszyscy mieli t.zw. tymczasowe zameldowania, żywili się byle jak i byłe czym, dostawali co nieco z naszej kuchni, spali pokotem na piasku i własnych tobołkach, męcząc się w zaduchu nieprzewietrzanego pomieszczenia i źle lub wcale niemytych ciał. Dzieci płakały i grymasiły, kobiety siedziały godzinami tępo wpatrzone przed siebie, mężczyźni z głowami opuszczonymi wałęsali się po podwórzach, wychodzili na ulicę, wracali, przesiadywali na moim punkcie, szukali jakiegoś wewnętrznego oparcia dla zachwianej równowagi, dla wykolejenia. Była tu starsza dystyngowana pani z Kalisza z siostrą, nauczycielką muzyki, obydwie z dotkliwie poranionymi nogami; jakiś siwy pan w świetnie skrojonym letnim ubraniu, o spokojnych równych ruchach, zupełnie zgaszony, z zapadniętą twarzą i czerwonymi z bezsenności oczami.
„Wrzesień Warszawy 1939”, Zofia Petersowa, Warszawa 1946

Mieszkańców widocznej na fotografii zniszczonej 25 września kamienicy, uratowały solidne piwnice zamienione na schrony.

Czytaj więcej
Poniedziałek, 18 września 1939

Zagubione dzieci

Niedaleko od centrum bomba trafiła w budynek mieszkalny, odsłaniając wnętrze parteru, pierwszego i drugiego piętra. Oszołomiony chłopiec błąkał się przy nim, trzymając jedyną rzecz, którą odnalazł – kanarka w klatce. Wciąż wchodził na stertę kamieni oraz cegieł i schodził z niej. Sąsiedzi powiedzieli nam, że pod gruzami znajduje się dziewięć czy dziesięć ciał, których wciąż nie odkopano.
Julien Bryan, fotoreporter amerykański

DZIECI ZAGUBIONE I ZABŁĄKANE Z falą uchodźców napłynęło do Warszawy dużo dzieci samotnych, zgubionych przez rodziny i zbłąkanych w tłumie. Teatr szkolny „Reduta” zaofiarował opiekę nad dziećmi zabłąkanymi. Są tam dzieci z różnych stron Polski, z miasteczek pomorskich, z Łęczycy, z Wielunia, Poznania. Artystki „Reduty” p.p.: Maria Dulęba, Ewa Kunina i Zofia Mysłakowska są opiekunkami tych dzieci.

„Oblężenie Warszawy w Fotografii Juliena Bryana” Red. Jacek Zygmunt Sawicki, Tomasz Stempowski, Warszawa 2010 Robotnik: organ Polskiej Partyi Socyalistycznej, 1939, nr 260

Zdjęcie zrobione na ulicy Wójtowskiej róg  Przyrynek.

Czytaj więcej
Niedziela, 17 września 1939

Archikatedra św. Jana

Jeszcze inny pomnik naszej polskiej kultury uległ wczoraj zniszczeniu, o czym dopiero dziś doszły nas wieści. Oto w czasie uroczystego nabożeństwa niedzielnego w katedrze św. Jana, które odprawiał prałat Kępiński w obecności Biskupa Galla i sufragana — ciężki granat przebił ścianę Katedry i w gruzy rozbił chór pełen ludzi, wraz ze sławnymi w całej Polsce organami. Misterna gotycka koronka chóru zawaliła się w dół grzebiąc setki ludzi. Dym i kurz wypełniły świątynie. Panika się zaczęła, ale ksiądz prałat mszy uroczystej nie przerwał — popłoch dał się opanować bez groźnych następstw. Wyniesiono zabitych i rannych. Msza dobiegła końca.
„Łuna nad Warszawą”, Stanisław Ordon, Bukareszt 1940

Trzecia niedziela wojny należy do najcięższych dni w oblężonej Warszawie. Setki ludzi giną pod gruzami kościołów zniszczonych w czasie trwania nabożeństw niedzielnych. Główne ulice miasta zamieniają się w cmentarze. Ludność cywilna ratuje bezcenne dzieła sztuki z płonącego Zamku Królewskiego. Dowódca armii „Warszawa” gen Rómmel otrzymuje w ciągu dnia radiodepeszę o przekroczeniu przez wojska ZSRR o godz. 4.00 wschodniej granicy państwa polskiego na całej jej rozciągłości.
"1859 dni Warszawy", Władysław Bartoszewski, 1974, Kraków

Czytaj więcej
Sobota, 16 września 1939

Bombardowanie Nalewek

Właśnie wrócił z za Wisły major D. i przynosi potworne szczegóły z bombardowania Nalewek. Otóż dziś przy sobocie masy żydów ortodoksów zebrały się jak zwykle w synagogach na modlitwy poranne. Czekali tylko na to Niemcy i wnet nadleciały ich eskadry i zaczęły krążyć nad żydowską dzielnicą Nalewek oraz nad przylegającymi ulicami zarzucając bóżnice setkami bomb. Gdy przerażeni chasydzi z nich wypadli, nie zdążywszy zrzucić z siebie śmiertelnych białych koszul ani cycełesów, lotnicy karabinami maszynowymi kosili po placach uciekających, wreszcie zbombardowali w wyjątkowo okrutny sposób całą żydowską dzielnicę. Można sobie wyobrazić, jak nowocześni rycerze powietrzni dumni byli z dokonanego czynu i na jakie pochwały zasłużyli w dowództwie niemieckim. A w tym czasie z tej bodaj najbiedniejszej dzielnicy Warszawy, tak gęsto zaludnionej przez robotników i chałupników żydowskich, że nieraz w jednym pokoju mieszka po 12 i 14 osób, wynoszono do szpitali całą noc Bogu ducha winne kobiety, dzieci, starców, młodzież ze strasznymi ranami szarpanymi od czerepów bombowych, odgrzebywano przywalonych, ratowano poparzonych od ognia. (...) W bestialstwie Niemców nic nie jest przypadkowym, jest ono przemyślane starannie i programowo. Zbliża się dla wyznawców religii mojżeszowej dzień wielkiego święta sądu ostatecznego. A więc trzeba z tego skorzystać, trzeba uprzedzić tę datę i zrobić sąd nad żywymi. I to jest powód okrutnego bombardowania. Bodajby Żydzi całego świata dowiedzieli się o nim i niech je zapiszą na koncie swoich porachunków.
"Łuna nad Warszawą”, Stanisław Ordon, Bukareszt 1940

Czytaj więcej
Piątek, 15 września 1939

ul. Białołęcka 38 (dziś Wysockiego 8)

Schrony, które dawać mają bezpieczeństwo ciału, stają się też przybytkiem dla zaspokojenia potrzeb duchowych. Oto wczoraj w południe, niczym w katakumbach pierwszych chrześcijan, odbyło się nabożeństwo w piwnicy. Mieszkańcy domu przy Krakowskim Przedmieściu 38, którzy je w swoim schronie zorganizowali, cisnęli się jak na największy odpust. Z zapałem urządzono maleńki ołtarzyk. Znalazły się nie tylko świece, lichtarze, ale i kwiaty nawet. I modlili się wraz z kapłanem-uchodźcą i śpiewali pieśni kościelne z najwyższym wzruszeniem.
Kurjer Warszawski, 1939, nr 251, Wyd. poranne

Kościoły na Pradze zniszczone
Lotnicy niemieccy dali poznać się jako powietrzni barbarzyńcy, którzy nie szanują szpitali, pociągów PCK, ludności cywilnej ani dzieci. Wszystko i wszystkich bombardują i ostrzeliwują. Nie uszanują również kościołów. Zniszczeniu uległy szczególnie kościoły Pragi: Matki Boskiej Zwycięskiej na Kamionku (ks. dziekan de Ville został kontuzjowany), kościół Św. Floriana. Kościół ks. ks. Pallotynów przy ul. Skaryszewskiej spłonął.
Warszawski Dziennik Narodowy,  z 14 września 1939

Czytaj więcej
Czwartek, 14 września 1939

ul. Białołęcka 28 (dziś Wysockiego)

Płyną dni podobne do siebie. Brakuje pieczywa, bo nie wszystkie piekarnie są czynne, a pozostałe nie mogą nadążyć. Trzeba iść o godzinie czwartej lub piątej rano przed piekarnie i stać kilka godzin, aby chleb otrzymać. Ludzie stoją cierpliwie, nie zważając na to, że niedaleko wybuchają szrapnele. Świstu tego pocisku nikt nie słyszał. Nie zapowiedziawszy swego przybycia uderzył w jezdnię, wywiercił mały dołek w asfalcie i bryzgnął wokoło wiązkami odłamków. Z wrzaskiem rozpierzcha się tłum sprzed piekarni, rozbiega się po wszystkich kątach, wsiąka w zaułki, a na pustej ulicy pozostały poszarpane ciała, oderwane członki, rozpryśnięte mózgi i purpurowe plamy.
No tak, ale chleb by się przydał; po chwili już chyłkiem, pod murami suną skulone postacie pod drzwi piekarni. Jest ich kilka, kilkanaście. Jest ich coraz więcej. Formuje się nowy ogonek, coraz dłuższy, już dosięga tego miejsca, gdzie niedawno granat rozsypał śmierć. Odsunięto nieco w bok ciała zabitych, a na miejscu tych, którzy już nie potrzebują stać w kolejce, nowi stają w ogonku. Może trochę się mdło robi, gdy podeszwy ślizgają się w krwawych kałużach, może nieprzyjemnie jest patrzeć na czerepy rozwalone żelazem, ręce i nogi pozbawione właścicieli, ale chleb też jest potrzebny. Na wojnie ludzie giną, wiadomo, trzeba się tylko do tego przyzwyczaić.
K.J., Urywki z pamiętnika cywila w "Pamiętniki z obrony Warszawy", red. Halszka Buczyńska, Warszawa 1942

Czytaj więcej
Środa, 13 września 1939

Gazeciarze

Co rano o 6 budzi nas alarm gazeciarzy dochodzący do mieszkania przez rozbite okna:  ,,Kurie Poranny ! Ostatnie wiadomości! Kurier Poranny !".  Skromne to gazetki z jednej kartki niewielkiego formatu, ale mimo to chwyta je oficer, szeregowiec, każda kucharka i szofer.    Wszak mamy wszyscy uczucie odcięcia od świata, więc też każda wieść z zewnątrz jest skwapliwie czytana. W gazecie komunikat dowództwa obrony Warszawy, tekst przemówienia lub odezwa prezydenta Starzyńskiego, od czasu do czasu wiadomości, gdzie jeszcze toczą się walki, lakoniczne komunikaty z frontu zachodniego i wiadomości, że Francja i Anglia przygotowują się już do wojny. Poza tym kilka klepsydr żałobnych, kilka ogłoszeń poszukujących rodzin. Zakupioną gazetę odczytuje się raz i drugi, po chwili dopiero przychodzi zrozumienie, że uparcie szuka się wieści, które by podniosły na duchu, a szuka się ich na próżno. Dziwnie samotni czujemy się wśród tego świata, który ze współczuciem obserwuje przebieg wojny w Polsce i czeka, co z tego wyniknie. Przychodzą pięknie wystylizowane depesze radiowe pod adresem prezydenta Warszawy, wyrażając podziw dla rozpoczętej obrony i zachęcając do wytrwania. Odpowiada na nie uprzejmie major Starzyński, ale żołnierz wie, że może liczyć tylko na siebie. Wobec rozbicia lub zajęcia radiostacji w Poznaniu, Toruniu, Krakowie, Łodzi i Wilnie a przecięciu wszystkich kabli i drutów nie wiemy nic, co się dzieje w kraju. Może lepiej, że z zajętych obszarów nie dochodzą nas wieści!
„Łuna nad Warszawą”, Stanisław Ordon, Bukareszt 1940

Czytaj więcej
Wtorek, 12 września 1939

Stefan Starzyński

Nie zamykało się aparatów wcale. Co kilka godzin wysłuchiwało się przemówień prezydenta Warszawy, Stefana Starzyńskiego (...).  Jakżeż głęboko, zwyczajnie, po ludzku wzruszała chrypka prezydenta miasta, który — niby znajomych przez telefon — przepraszał słuchaczów,  że musi mówić niewyraźnie, ale kupcy pozamykali sklepy, do aptek także nie można się dostać, więc nie może kupić sobie jakiegoś lekarstwa, a zdarł już głos od ciągłego mówienia. Jakżeż bliscy byliśmy sobie wszyscy, i on, i my, zwykli mieszkańcy miasta, gdy dziękował przez radio za tyle przesłanych mu natychmiast po tych słowach środków przeciw chrypce! Takie głupstwo, takie nic, a jakże nas zbliżało! Z radia płynęły słowa mocne, wymawiane źle, „nie-radiofonicznie", połykane ze zdenerwowania: ...„Kto chce za Warszawę walczyć i za Warszawę zginąć, niech się stawi na Placu Teatralnym... Odchodzę od mikrofonu i jadę na Ratusz... mam nadzieję, że potrzebnych 300 ochotników już tam wkrótce zastanę...".  A po kilku godzinach drgające wzruszeniem słowa... „a gdy przybyłem na Plac Teatralny... mogła to być najwyżej godzina po wezwaniu, bo jeszcze wstąpiłem gdzie indziej... nie 300 ludzi ale nieprzejrzane chmary ochotników wypełniały plac... Dziękuję Warszawie za jej miłość dla własnego miasta... Nie damy się!...".  I nieco później: „Panie Prezydencie! Gdziekolwiek jesteś w tej chwili i słyszysz te słowa: melduję posłusznie, że rozkaz Twój wypełnimy do końca! Warszawa broni się i bronić się będzie!".
„Wrzesień Warszawy 1939”, Zofia Petersowa, Warszawa 1946

W materiałach dodatkowych znajduje się oryginalne przemówienie prezydenta Stefana Starzyńskiego z 12. września 1939 roku.

 

Czytaj więcej
Poniedziałek, 11 września 1939

Most Poniatowskiego

Gdziekolwiek się spojrzało, widać było setki ludzi idących pieszo, jadących na rowerach, popychających taczki, a nawet wózki dziecięce, w których umieszczono pościel i nieco jedzenia. Od czasu do czasu pojawiał się jakiś szczęściarz, któremu udało się znaleźć stary wóz. Wydawało się,  że wciąż podążają w różnych kierunkach - na północ, południe, wschód i zachód. Dlaczego tak się działo? Bądź co bądź byli bezdomni. Musieli gdzieś znaleźć jakieś schronienie. Co wieczór o piątej trzydzieści naziści wysyłali jeszcze więcej bombowców i każdego ranka cały kolejny fragment miasta leżał w gruzach. Dlatego też wędrowali, nie zawsze rozsądnie, do innej części miasta w nadziei, że może tam zostaną przygarnięci. Biedni i bogaci przemieszczali się ze sobą, ale pieniądze nie miały już żadnego znaczenia. Wszyscy starali się ratować to samo - jedzenie i pościel.  Koce, materace stawały się najcenniejszym dobytkiem.
Julien Bryan, reporter amerykański ("Kolory wojny" Warszawa 2010)

 

Czytaj więcej
Niedziela, 10 września 1939

Szpital św. Zofii, ul. Żelazna 90

Poszedłem do szpitala położniczego. (…). Pielęgniarki zaprowadziły mnie do piwnicy, do której wciąż przenoszono z górnych pięter pięćdziesiąt matek w nadziei, że będą tam choć trochę bezpieczniejsze. Łóżek nie było. Kobiety z noworodkami siedziały lub leżały na podłodze wielkiej piwnicy. W półmroku niezwykłe wrażenie robił widok niezmordowanych pielęgniarek, które od siedmiu dni nie opuszczały szpitala, a teraz pomagały znosić na dół kobiety i dzieci. (...) Byłem pod wielkim wrażeniem demonstrowanej przez Warszawę woli przeżycia. W piwnicy szpitala przebywały młode kobiety, które cierpiały bóle porodowe podczas ciężkiego bombardowania, a teraz były matkami tygodniowych niemowląt. Raz za razem znajdowały się pod bombami i pociskami artyleryjskimi. Mogłyby bez trudu zabić swoje dzieci i popełnić samobójstwo. Ale jakoś bez względu na to, jak wielkie były ich cierpienia, trwały. Lekarze i pielęgniarki z poświęceniem wykonywały swoją pracę.
Julien Bryan, reporter amerykański ("Kolory wojny" Warszawa 2010)

Od 9 września rozpoczęło się systematyczne bombardowanie szpitali warszawskich. 10 września był dniem najintensywniejszych dotychczas  bombardowań, nazywany bywa krwawą niedzielą. W siedemnastu nalotach tego dnia wzięło udział około 70 samolotów, z których obrona przeciwlotnicza w mieście strąciła 5.

 

Czytaj więcej
Sobota, 9 września 1939

ul. Grójecka 70 i 72 (dziś 68)

W godzinach porannych ma miejsce kolejne natarcie pułków 4. dywizji pancernej na Ochotę. Natarcie zostaje powstrzymane i odparte na  ulicy Grójeckiej.  Pojedyncze czołgi nieprzyjaciela przedostają się na ulicę Grójecką przy Nieborowskiej i Sękocińskiej, gdzie zostają zniszczone.

Informacja prasowa o walkach na Ochocie
Na ulicach Ochoty leżą spalone czołgi niemieckie. Jest to jedyna dzielnica miasta, do której na krótko wdarli się Niemcy. Na plac Narutowicza przedarły się czołgi niemieckiej broni pancernej wspierane artylerią. Ślady kul widać na domach prywatnych i na murach kościoła św. Jakuba. Kilka pocisków przebiło dach kościoła i uszkodziło organy. Obok widać już kilka drewnianych krzyżów, na których ołówkiem ktoś napisał nazwiska poległych, dalej mogiła bez krzyża. Tam leży 4 Niemców zabitych przez wyrostka, który wykradł im karabin, gdy pili wodę. Za placem Narutowicza ul. Grójecka przedstawia obraz prawdziwego zniszczenia wojennego. Szereg domów porozbijanych granatami. Przy ul. Radomskiej spotykamy pierwszy unieszkodliwiony czołg niemiecki. Nieco dalej drugi czołg. Stalowe 12-mm, ściany okopcone, wewnątrz zwęglone szczątki załogi. O kilka metrów dalej 2 czołgi rozbite. Na ul. Opaczewskiej domy podziurawione granatami. Z jednego ze zburzonych budynków dochodzą dźwięki fortepianu. Na polu ludzie kopią ziemniaki, nie zważając na strzały. Gdy salwa jest ostrzejsza, chowają się na chwilę w bruzdach. Pożarów na Ochocie było stosunkowo niewiele. Od pocisków armatnich ucierpiał trochę Dom Akademicki, Kolonia Staszica i całe sąsiedztwo wyszło z ognia artyleryjskiego bez większych strat. Cała dzielnica nie wiedziała nawet, że na sąsiednim pl. Narutowicza byli Niemcy.
Informacja prasowa o walkach na Ochocie za "Dzieje Ochoty", Warszawa, 1973, "1859 dni Warszawy", Władysław Bartoszewski, 1974, Kraków

Czytaj więcej
Piątek, 8 września 1939

ul. Grójecka 90 i 88 (dziś 76)

Późnym popołudniem pierwsze niemieckie czołgi 4 dywizji pancernej, gen. leutnanta Georga Hansa Reinhardta wjeżdżają na opustoszałe ulice Woli i Ochoty. Żołnierze niemieccy, widząc z dala Warszawę, spodziewali się,  że natychmiast wkroczą do miasta, wywiesili więc chorągiewki ze znakiem swastyki, pragnąc w paradnym szyku zająć stolicę Polski. Dojeżdżają do pierwszych obsadzonych barykad, ale tu przekonują się, że miasto jest gotowe do obrony. Wita ich ogień polskich obrońców z okien, z dachów, zza płotów. Niemcy cofają się na pozycje wyjściowe, odraczając natarcie do rana dnia następnego.

Ze wspomnień Georga Hansa Reinhardta dowódcy 4. dywizji pancernej
Zupełnie niespodziewanie straż przednia natrafiła na bardzo silny ogień karabinowy z karabinów maszynowych ze skraju miasta, z lotniska mokotowskiego i z rejonu na zachód od niego oraz z ogrodów na Ochocie. Silnie broniona barykada z bronią przeciwpancerną na ulicy Grójeckiej zamknęła drogę czołowym czołgom. Takie było przyjęcie "otwartego miasta". Całkiem inaczej wyobrażali sobie to przyjęcie upojeni zwycięstwem żołnierze.

Źródła: "Na Mokotowie 1939-45", Lesław M. Bartelski , Książka i Wiedza, Warszawa 1971, "1859 dni Warszawy", Władysław Bartoszewski, 1974, Kraków, Wspomnienia generała Reinhardta z Warschauer Zeitung, cyt. za: "Barykada Września. Obrona Warszawy w 1939 roku" , Józef K. Wroniszewski, Warszawa 2009

Czytaj więcej
Czwartek, 7 września 1939

Barykada na ulicy Nowogrodzkiej

Warszawa 7-go września sypie szańce i barykady. Chętnych rąk do pracy jest dość. Każdy, kto znajduje się w tej chwili w Warszawie, stara się znaleźć jakąś robotę w tym filmie, którego akcja zaczyna się już teraz w samym mieście rozgrywać. Mało jest takich, którzy woleliby, by wypadki toczyły się koło nich. Dużo mężczyzn zgłosiło się do wojska, ale żołnierzy jest dość i wojsko nie chce ochotników. [...]  Rosną barykady zamykające wyloty ulic, umocnione kamieniami brukowymi, workami z piaskiem, wozami tramwajowymi i w ogóle wszystkim, co wpadnie pod rękę.  Jakiś tramwajarz oburza się, jak można tak niszczyć majątek miejski i budować barykady z wagonów. Może ma nawet słuszność.  Zapał ludzi jest tak wielki, że część samorzutnie zbudowanych barykad okazuje się przeszkodą w ruchach naszych wojsk i musi być zniesiona. Wydaje mi się, że znaczna ilość barykad w środku miasta jest niepotrzebna, że zbudowano je tylko dlatego, by dać ujście dobrym chęciom mieszkańców.
Urywki z pamiętnika cywila w Pamiętniki z obrony Warszawy, red. Halszka Buczyńska, Warszawa 1942.

Na zdjęciu ul. Nowogrodzka róg ul. Marszałkowskiej od strony wschodniej.

Czytaj więcej
Środa, 6 września 1939

Ewakuacja

Tylko warszawiak zna tę datę. I tylko warszawiak wie, co ona oznacza. „Rząd Polski zmuszony został do opuszczenia Warszawy. Pożądanym jest, aby wszyscy mężczyźni zdolni do noszenia broni opuścili miasto razem z wojskiem”. Plecak gotowy. Manierka u pasa. Tylko zabrać się i iść. Ale jednak jeszcze tu jestem. Jeszcze się ociągam. Ulica przepełniona. Setki tysięcy ludzi przeciąga ulicą. To już nie ludzie. To są już tylko tysiące nóg poruszających się, migających przed oczami [...]. Nogi, które niosą ciała. Ciała, które uciekają. Przed czym? – Przed nieznanym. Dokąd? – W niewiadome. Przez całą noc trwał ten potworny exodus. Przez całą noc, oświetloną czerwonym blaskiem ognia, ciągnęły zmartwiałe twarze bez wyrazu. Twarze ludzi. Tysięcy ludzi, którzy opuszczają miasto skazane na śmierć.
Wojdysławski (imię nieznane)

Dla opanowania chaosu w mieście prezydent Stefan Starzyński powołuje Straż Obywatelską - społeczny aparat porządkowy. Z 6  na 7  września w nocy rząd opuszcza Warszawę. Płk dypl. Umiastowski, szef propagandy w sztabie Naczelnego Wodza, wzywa ludność przez radio do budowy umocnień wobec bezpośredniego zagrożenia dla Warszawy oraz do opuszczenia miasta przez wszystkich mężczyzn zdolnych do noszenia broni, aby udawali się na wschód, gdzie zostaną zmobilizowani. Warszawę opuszcza także Brygada Pościgowa ograniczając możliwości obrony przeciwlotniczej. Takie informacje rodzą nastrój paniki wśród ludności.
"Archiwum Ringelbluma. Dzień po dniu zagłady", red. Marta Markowska, Ośrodek KARTA, Warszawa 2008.  "1959 dni Warszawy" Władysław Bartoszewski, Kraków 1974  

Czytaj więcej
Wtorek, 5 września 1939

Dworzec Wschodni

Dziś odbył się silny nalot na przepełniony uciekinierami dworzec wschodni. Zburzono gospodę Polskiego Białego Krzyża. Pod gruzami zginęło mnóstwo ludzi. Przez dworce przeciągają transporty ewakuowanej ludności cywilnej. Ludzie ci opowiadają potworne rzeczy o tem, co się dzieje z transportami w drodze. Są oni głodni, zmordowani i przede wszystkim śmiertelnie przerażeni. Z opowiadań ich widać, że ludzi ogarnął szał pędu naprzód. Nieprzytomna wędrówka ludów. Rzucanie domu, dobytku, byle naprzód, byle dalej od miejsc zamieszkania. Wszystkie drogi zawalone. Wozy, konie, bydło, ludzie z całym dobytkiem. Samoloty latają nisko nad głowami ludzi i koni i biją, biją bez przerwy. Po wyjściu z koszar spotykam na wpół oszalałą kobietę, która powtarza w kółko: - Jestem z Torunia, jechałam z trojgiem dzieci. W czasie bombardowania szosy, straciłam wszystkie. Nie odnalazłam zwłok. Gdzie one są? Jak pani myśli, gdzie one są? Może teraz głodne? Gdzie one teraz są?
W domu spokój. Z głośnika radiowego płyną wiadomości pokrzepiające. Westerplatte broni się. Co chwila rozbrzmiewa: Naczelny Wódz pozdrawia dzielną załogę Westerplatte i życzy sobie dalszego jej trwania na posterunku.
Anna Jachnina, Pamiętniki z obrony Warszawy, red. Halszka Buczyńska, Warszawa 1942.

Czytaj więcej
Poniedziałek, 4 września 1939

ul. Grochowska 118, 120

Ofiarami wczorajszego popołudniowego ataku bombowców niemieckich padła bezbronna cywilna ludność, kobiety i dzieci. Lotnictwo niemieckie bierze sobie za cel domy prywatne, mieszkalne. Rzucone były bomby kruszące i zapalające. Jeden z mieszkańców Grochowa opowiada:

– Naliczyłem 20 bombowców, rzuciłem się na ziemię na polu razem ze znajdującym się obok mnie policjantem, dwoma harcerzami i jakimś robotnikiem. Z góry sypał się grad jakby złotych kul. Były to bomby zapalające. Domy na Grochowie stanęły w ogniu. Bombardowanie trwało długo. Rzuciliśmy się później pierwsi na ratunek. Ranni i zabici leżeli pokotem. Ratunek szedł w kilku kierunkach: jedni gaszą pożar, inni wynoszą rannych i trupy do przybyłych niezwłocznie karetek PCK.

KOMUNIKAT NR4 Sztabu głównego Naczelnego Wodza Z DNIA 4 IX 1939 R., Kurjer_Warszawski, nr 245, 5 września 1939

Czytaj więcej
Niedziela, 3 września 1939

ul. Nowy Świat 18

O godzinie 12.00 nadeszła wiadomość, która przyprawiła nas o szał radości. Anglia wypowiedziała wojnę Niemcom. Spiker drżącym ze wzruszenia głosem wołał na cały świat tę radosną nowinę, a my samochodem transmisyjnym pojechaliśmy natychmiast na Nowy Świat pod ambasadę brytyjską. Na wiadomość o przystąpieniu Anglii do wojny – kto żyw popędził pod ambasadę. Kiedy przybyliśmy na miejsce, już było tam kilka tysięcy ludzi i wciąż przybywali nowi. [...] Mało kto znał hymn brytyjski, więc ludzie śpiewali: Jeszcze Polska..., Warszawiankę – i wołali, ile sił w piersi: „Niech żyje Anglia!”. [...] Tłum oszalał po prostu – ludzie krzyczeli bezładnie, ściskali się, rzucali sobie na szyję. [...] Ktoś krzyknął: „Śmierć najeźdźcom” – tłum podchwycił to i w kilka sekund z tysięcy piersi zerwał się podobny do grzmotu krzyk. Wołałem do mikrofonu: „Halo, halo, tu Warszawa – niech słucha cała Polska, niech słucha cała Europa, niech słucha cały świat. Gniew ludu polskiego jest straszny”. – Odpowiedział mi nowy krzyk tłumów. Józef Małgorzewski (sprawozdawca Polskiego Radia)

Czytaj więcej
Sobota, 2 września 1939

ul. Marszałkowska, róg Alei Jerozolimskich

Zofia Nałkowska, pisarka:
Radio woła patetycznie: „Halo, halo! Uwaga, uwaga! Nadchodzi! Ko-ma 3, Lar-mia 18”. To jest nie dla nas, ale często następuje po tym alarm. Albo: „Halo, halo! Uwaga, uwaga! Przyszedł”. Niesłychane są te słowa. Dla nas mówi: „Ogłaszam alarm lotniczy dla miasta Warszawy”. Przerwa. „Dla miasta Warszawy”. Jest to nie tylko ostrzeżenie, ale rozkaz. Te same gesty powtarzają się we wszystkich domach miasta. […] Torby, apteczki, maski, wierzchnie ubrania leżą przygotowane obok, leży też nieduża walizka z niezbędnymi rzeczami, leży pled. Nocą wyskakują z łóżek, chwytają za ubrania. Z ulic przechodnie znikają, wessani do bram, do piwnicznych schronów – na długo jęk syreny. […] Polska po francusku i angielsku woła na świat, że Niemcy nie zaprzestali działań wojennych, że dziś na Warszawę zrobili dziesięć nalotów. Powtarza raz i drugi te same słowa, i jeszcze raz. A komunikat niemiecki oznajmia po polsku, że Niemcy zajęli część terytorium Polski.
Zofia Nałkowska, Dzienniki, t. V, 1939-1944, oprac., wstęp i komentarz Hanna Kirchner, Warszawa 1996.

Czytaj więcej
Piątek, 1 września 1939

Fort Bema

Maciej Piekarski, publicysta i varsavianista:
Rano zbudziły nas dalekie detonacje i wycie syren na alarm. Ponieważ w sierpniu kilkakrotnie były tzw. próbne alarmy, teraz nie zrobiło to na nas większego wrażenia. Wygramoliliśmy się z łóżek i na rozkaz mamy poszliśmy do łazienki. Siedzieliśmy w wannie, troskliwie szorowani przez mamę, gdy znów zawyły syreny na alarm i nastąpiły serie potężnych wybuchów. Dom [przy ulicy Morszyńskiej 5, okolice Fortu Czerniaków] zatrząsł się lekko w posadach. Zdenerwowana mama ostro wycierała mnie ręcznikiem, gdy wpadł dziadek. „Wojna! Niemcy bez wypowiedzenia przekroczyli granicę na całej długości! Zaatakowali Westerplatte! Bombardują Warszawę! Radio przed chwilą nadało orędzie prezydenta!” — wykrzyknął. […] Nad miastem rozszalał się ogień zenitówek. Przez okno w gabinecie dziadka widać było, jak na bezchmurnym niebie raz po raz wykwitają obłoczki szarego dymu. Od strony mostu Poniatowskiego ukazywały się na niebie srebrne sylwetki samolotów, których ciężkie dudnienie słychać było bardzo wyraźnie wśród łoskotu zenitówek i huku eksplodujących bomb. […] Nagle stało się coś strasznego. Przejmujący do szpiku kości świst i potężny huk wstrząsnął powietrzem, za nim drugi huk i trzeci. Dom zakołysał się gwałtownie. Zdawało mi się, że ściana korytarza jakby się wygięła. Równocześnie za oknem dostrzegliśmy olbrzymi słup czarnego dymu: „Bomby!”.
Maciej Piekarski, Tak zapamiętałem, Warszawa 1979.

W pierwszym dniu wojny bombardowano obiekty strategiczne - lotniska i magazyny broni, które mieściły się często w fortach na obrzeżach Warszawy, jak fort Czerniakowski czy fort Bema widoczny na zdjęciu.

Czytaj więcej
Czwartek, 31 sierpnia 1939

ul. Krakowskie Przedmieście, Hotel Bristol

Wczoraj wieczorem zarządzono w Warszawie ćwiczebne pogotowie OPL [Obrony Przeciwlotniczej]. Mimo spóźnionej pory i rozpowszechnienia wiadomości o pogotowiu tylko przez radio, Warszawa w ciągu kilkunastu minut przystosowała się do warunków obrony przeciwlotniczej. Pogasły wszystkie światła reklamowe, a w lokalach publicznych szczelnie zasłonięto szyby. Tam, gdzie okazało się to niemożliwe, światło w ogóle zostało zgaszone i na stolikach pojawiły się świece. Tramwaje kursowały z lampami przesłoniętymi niebieskimi zasłonami, konduktorzy mieli przygotowane maski, światła uliczne przyciemniono. Pożądane jest, aby w ciągu dnia dzisiejszego mieszkańcy uzupełnili braki w przystosowaniu lokali OPL.
„Express Poranny” nr 240, 31 sierpnia 1939.

W 1939 roku odbyło się w Warszawie kilka próbnych alarmów. Na zdjęciu alarm z marca 1939.

Czytaj więcej
Środa, 30 sierpnia 1939

Mobilizacja

Z mgły wspomnień pamiętam świetnie dzień 30 sierpnia. Wpadam do domu, gdzieś koło południa. Zastaję ojca, który mówi, że meldował się z polecenia gen. Rómmla dwa razy u Marszałka Śmigłego, i że jest zarządzona powszechna mobilizacja. Na koniec mówi, że już jest wojna. Pamiętam: złapałem za słuchawkę i dzwonię do mego dziadka. – Halo! Dziadku, jest wojna. – Co? Wojna? Głupstwa – ostry trzask rzuconej ze złości słuchawki przerwał naszą rozmowę. Widzę jeszcze, jak mama pakuje ojcu małą walizkę, w oczach ma łzy i jest jakaś smutna, coś szarpie w gardle, nie mówię nic. Walizka spakowana leży na stole, obok lornetka, a obok wierny stary towarzysz – pistolet Nagant jeszcze z walk w 1920 roku […] Żegnam się i wychodzę. Na rogu Podwala i placu Zamkowego tłum ludzi pod słupem ogłoszeń. Podchodzę. Czerwony plakat, a na nim złowieszcze słowo: „Mobilizacja”. Z grupy ludzi słyszę głosy: – Idę. – I ja też – dorzuca drugi. Jakiś robotnik stojący przy mnie gmera w kieszeni zniszczonej kapoty, jest, wyciągnął małą zieloną książeczkę i pomachał, trzymając w ręce: – Panowie, idę z wami. Tłum rośnie. Wracam biegiem do domu. Cisnę dzwonek ile wlezie. Otwiera ojciec. Krzyczę: – Mobilizacja, są plakaty na mieście, czerwone. – Tak, przecież mówiłem, że jest mobilizacja. Drzwi zatrzasnęły się. I w wojnę więcej nie widziałem go.
Zbigniew Wernic „Pamiętnik „Cezara”, przygotowanie do druku Andrzej Wernic i Krzysztof Jaszczyński, Warszawa 2009.

Czytaj więcej
Wtorek, 29 sierpnia 1939

Szyldziki dla dzieci

Jakże często w tłoku, w zamieszaniu giną małoletnie dzieci i jak trudno odnaleźć ich opiekunów. W związku z pogotowiem obronnym minister opieki społecznej wydał zarządzenie nakazujące zaopatrywanie dzieci do lat siedmiu oraz dzieci głuche, nieme, niedorozwinięte, bez względu na wiek, w płócienny szyldzik o wymiarach mniej więcej 15 cm na 8 cm. Po wypełnieniu go wyraźnym i możliwie trwałym napisem (atramentem wiecznym lub kopiowym ołówkiem) należy szyldzik mocno przyszyć na plecach do spodniej strony ubrania dziecka. Niemowlęta mogą mieć szyldziki papierowe, włożone razem z innymi dokumentami do woreczka i zawieszone na szyjce jak szkaplerzyk. Napis na szyldziku powinien zawierać: imię dziecka – bez zdrobnień, nazwisko z niezmienioną końcówką, datę i miejsce urodzenia, imiona rodziców i nazwisko rodowe matki oraz adres mieszkania z podaniem województwa. Każde dziecko, bez względu na wiek, o ile pozwala na to jego rozwój umysłowy, należy nauczyć bezbłędnie recytować te wszystkie dane, które zawiera napis na szyldziku. W razie jakiegokolwiek alarmu należy ponadto zawiesić dziecku na szyję przygotowany poprzednio i zaszyty woreczek na mocnej tasiemce, zawierający najważniejsze dokumenty, a przede wszystkim wypis metryki.
„Express Poranny” nr 238, sierpień 1939, wolna licencja.

Czytaj więcej
Poniedziałek, 28 sierpnia 1939

ul. Narbutta 53

Mąż mój został powołany na zastępcę komendanta domu, powrócił z urlopu w ostatnich dniach sierpnia i energicznie wziął się do pracy. Odbył się szereg posiedzeń z bardzo licznym udziałem lokatorów; podzielono między siebie funkcje. Trochę igrając, trochę żartując, trochę przekomarzając się, zorganizowano obronę przeciwgazową i lotniczą domu. Całymi dniami słyszano teraz tylko o piasku na strychach, o hakach przeciwpożarowych, o czarnej kawie i annogenie [środek antyseptyczny] w schronie, o dyżurach, kluczach, gongach, dzwonach itp. Meldowano się komendantowi i odmeldowywano. Wszystko szło bardzo składnie. Zamurowano okienka w piwnicy, gdzie zrobiono coś w rodzaju schronu (bez dopływu powietrza, co prawda, ale zawsze... schron!), kupiono 3 wiadra do wody na strych, kazano jedne drzwi zamknąć na głucho, a inne całkowicie otworzyć, opatrzyć okienka na poddaszach i uszczelnić te i tamte drzwi oraz te i tamte przejścia. Kit i pokost, węże papierowe i gumę w paskach oraz filc kupowano w całym mieście hurtem. Wszystkie szyby w mieście pokryły się krzyżami papierowych opasek. Zakupiono do naszego domu apteczkę Czerwonego Krzyża i sprowadzono z kilku mieszkań do punktu opatrunkowego krzesła, stół, filiżanki oraz miednicę. Doprawdy, czuliśmy się uzbrojeni po zęby.
Zofia Petersowa „Wrzesień Warszawy 1939”, Warszawa 1946.

Czytaj więcej
Niedziela, 27 sierpnia 1939

Stadion Legii, ul. Łazienkowska 3

Mieliśmy być w Radości prawie do rozpoczęcia roku szkolnego, ale około 20 sierpnia ojciec uznał, że z przewidywanym wybuchem wojny lepiej zetknąć się we własnym mieszkaniu niż z dala od domu, wróciliśmy więc na Żoliborz. Na jego placach i ulicach zauważyłem duże grupy ludzi kopiących zygzakowate rowy przeciwlotnicze. Jedynym pozytywem przerwania wakacji była możliwość obejrzenia supersensacyjnego zwycięstwa piłkarzy nad wicemistrzami świata [4:2], Węgrami, w którym niesamowity Ernest Wilimowski strzelił wówczas trzy bramki.
Juliusz Kulesza  „Warszawskie gry wojenne – wspomnienia z lat wojny, okupacji i Powstania Warszawskiego”, Poznań 2011.

Po meczu prezes PZPN-u płk Glabisz oświadczył nam: – Jestem grą naszej drużyny zachwycony. Wszyscy zawodnicy zasłużyli na pełne uznanie. Ta poprawa klasy naszej jedenastki narodowej, jej bojowość i ambicja – jest konsekwencją nie tylko dobrego przygotowania na obozie pod kierownictwem Jamesa – lecz również następstwem atmosfery, jaka opanowała obecnie kraj.  Wczorajszy mecz Polska – Węgry był 94-tym spotkaniem naszej reprezentacji piłkarskiej. Dotychczas wygraliśmy 34 mecze, przegraliśmy 42 i 18 zremisowaliśmy.
„Gazeta Polska” nr 239, sierpień 1939, wolna licencja.

Ernest Wilimowski, bohater meczu z Węgrami, po zwycięstwie Niemiec w wojnie z Polską przyjął niemiecką volkslistę i ośmiokrotnie występował w reprezentacji narodowej III Rzeszy.

Czytaj więcej
Sobota, 26 sierpnia 1939

Odroczenie rozpoczęcia roku szkolnego

Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego ogłosiło, iż termin rozpoczęcia roku szkolnego odracza się na czas ograniczony, zależny od rozwoju wypadków politycznych. Zdawałoby się, że logiczną konsekwencją tego odroczenia będzie przedłużenie pobytu młodzieży szkolnej na wakacjach, poza obrębem stolicy. Tymczasem w ostatnich dniach liczne zastępy rodziców zwożą dzieci do miasta, jak gdyby lekcje miały się zacząć normalnie. W pociągach tłok, na szosach również – furmanki obładowane ciągną ku miastu, tarasując drogę o wiele ważniejszym transportom. Nie jest to ani rozsądne, ani celowe, ani przemyślane przez rodziców. […] Nie trzeba być specem od zagadnień OPL [Obrony Przeciwlotniczej], żeby się orientować, że rozproszenie ludności stłoczonej w wielkich skupiskach ludzkich jest jednym z czynników obrony. W pierwszym rzędzie dotyczy to oczywiście stolicy każdego państwa, gdzie z konieczności centralizują się wszystkie zagadnienia obronne całego kraju.
„Goniec Warszawski” nr 241, 1939, wolna licencja.

Czytaj więcej
Piątek, 25 sierpnia 1939

ul. Krakowskie Przedmieście 62

Kopanie rowów. Idą wszyscy. Obok – dwie dziewczyny. Prawdopodobnie służące. Kopią sumiennie. Umieją trzymać łopaty. Gadają ze sobą. Tak, by je słyszano. […] – Nie trzeba puszczać Niemców do siebie! – wyrokuje jedna – Trzeba samemu iść do niego i na jego ziemi bić! – Na wojnie różnie bywa – poucza pierwsza. – Tu następujemy, a w którymś miejscu trzeba odejść. Może i całe gminy, albo i powiaty pójdą pod władzę wroga. Ale i wtedy trzeba pamiętać i spełnić swój obowiązek patriotyczny. Uniosłem głowę. Widzę – okrągła, zaczerwieniona twarz. Krople potu pod nosem. Kosmyki ciemnych włosów spadają na policzki. No, tak. Słucha radia. Zdania idą gładko. I obowiązek patriotyczny, i panowanie wroga… Wszystko w porządku. Zdania – liczmany drętwomowne, produkowane w miliardach egzemplarzy – żywcem bierze się użytek. Zaraz prawdopodobnie powie coś o czasach, tych czasach, w których człowiek musi wybierać pomiędzy łajdactwem zdrady a bohaterstwem. Tak jest. Powiedziała i to. I te wszystkie liczmany, wytarte od codziennego użytku, nagle nabrały blasku. Nabrzmiały treścią. One to mówią z pełną wiarą. Z pełnym przekonaniem. I dlatego przyszły do roboty.
Adam Uziembło „Niepodległość socjalisty”, Warszawa 2008.

Czytaj więcej
Czwartek, 24 sierpnia 1939

ul. Świętokrzyska 12

Przed sklepem Ligii Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej (LOPP) przy Świętokrzyskiej 12 tłoczyli się ludzie pragnący kupić maski i tampony przeciwgazowe. Setki osób stało karnie w kolejce, która ciągnęła się wzdłuż Świętokrzyskiej do ulicy Czackiego i dalej skręcała w Traugutta. W powszechnym mniemaniu przyszła wojna miała być wojną gazową. Wszyscy chcieli się zabezpieczyć przed jej skutkami. Szczególnym zainteresowaniem cieszył się nowy typ maski przeciwgazowej C2. Maski były dość drogie i kupowali je zamożni warszawiacy. Tampon był prymitywną maska wykonaną z grubej tkaniny i wypełnioną węglem aktywowanym. Chroniła ona nos i usta.
Edmund Baranowski, „Warszawskie gry wojenne – wspomnienia z lat wojny, okupacji i Powstania Warszawskiego”, Poznań 2011.
Zarządzona zostaje mobilizacja wojska tak zwanym systemem kartkowym (powołania otrzymują wybrane osoby). W Warszawie prezydent Starzyński wydaje komunikat wzywający mieszkańców do kopania rowów przeciwlotniczych.

Czytaj więcej
Środa, 23 sierpnia 1939

ul. Grójecka, róg dawnej Opaczewskiej

W sierpniu 1939 roku do Warszawy przyjechała ekipa węgierskich filmowców. Węgrzy kręcili film fabularny „Wszyscy do walca”, typową komedię tamtego okresu. Wiele scen kręcono w plenerach, dzięki czemu możemy dziś oglądać najprawdopodobniej ostatni obraz stolicy tuż przed wybuchem wojny. Ciekawe są powody wyboru właśnie Warszawy do kręcenia filmu, jakie podał producent w wywiadzie do tygodnika „Kino” z sierpnia 1939 roku: „W scenariuszu filmu przewidziano, że młody dyplomata po wywołaniu jakiegoś skandaliku zostanie akredytowany w stolicy jednego z sąsiadujących z Węgrami państw. I tu wyłonił się kłopot. Gdzie takiego pana zaakredytować? Na Bałkanach? Nie bardzo byłoby nam przyjemnie tam jechać. W Berlinie? (Tu następuje pauza). Woleliśmy raczej nie... No i zdecydowaliśmy, że Warszawa to dziś jedyna bodaj stolica europejska, gdzie panuje idealny spokój”. Film zachował się do dnia dzisiejszego i został niedawno odnaleziony w węgierskich archiwach, fragment poniżej.
Kino: tygodnik ilustrowany” nr 34, 1939, wolna licencja.

Na zdjęciu będącym kadrem z filmu, widok Grójeckiej z miejsca (Grójecka 104), gdzie trzy tygodnie później stanęła najsłynniejsza wrześniowa barykada.
Tego dnia podpisano pakt Ribbentrop-Mołotow, w którego tajnym załączniku Niemcy i ZSRR dzielą na strefy wpływów leżące pomiędzy nimi kraje - w tym Polskę.

Czytaj więcej
Wtorek, 22 sierpnia 1939

Basen przy ul. Łazienkowskiej 1

Upalne dni, które od dłuższego czasu trapią mieszkańców Warszawy, zwiększają siłę atrakcyjną Wystawy Przemysłów Fermentacyjnych i Chłodnictwa w Politechnice. Wspaniale urządzony dział chłodnictwa budzi wśród zwiedzających żywe zainteresowanie. Naturalnym magnesem przyciągającym widzów jest duża bryła białego sztucznego lodu, którego temperaturę wskazuje utkwiony w niej olbrzymi termometr: -70 stopni. Również chłodnie różnych systemów, małe – dla niewielkich gospodarstw domowych, większe dla pensjonatów i hoteli, oglądane są z wielkim zajęciem. Wystawa gromadzi w godzinach popołudniowych i wieczornych wiele osób szukających tu wytchnienia i chłodu wśród zieleni, w miłej atmosferze estetycznych pawilonów rozrzuconych na terenach wystawowych.
Warszawski Dziennik Narodowy” nr 234 B, 1939, wolna licencja.

Tego ostatniego przed wojną lata, będąc w Warszawie między jednym a drugim pobytem w Świdrze, wybrałem się w upalny dzień nad Wisłę, na pływalnię Makabi. Było tłoczno, wesoło, nikt nie przyjmował do wiadomości grozy nadciągającej wojny, mimo trwającej w eterze wojny nerwów. Chyba się w nią jednak nie wierzyło, w tę prawdziwą wojnę, świat, zwłaszcza tu, na plaży, wydawał się jakoś nazbyt uporządkowany, żeby ktoś ośmielił się go zburzyć, a jeśli już dopuszczało się myśl o wojnie, to o krótkiej i zwycięskiej. Słońce, piasek, woda - lody „Pingwin” na patyku - oranżada - ogórki kiszone - hałas rozmów, uderzenia podbijanej piłki, plusk wioseł kajakarzy - nawoływania - atmosfera beztroski, rozleniwienia. Spokoju...
Józef Hen, Nowolipie, Warszawa 1991.

Czytaj więcej
Poniedziałek, 21 sierpnia 1939

Hale Mirowskie

Każda więc gospodyni powinna zaopatrzyć swoją śpiżarnię na wypadek wojny tak, aby zapasów wystarczyło na dwa tygodnie. Przeciętna ilość artykułów żywnościowych potrzebna rodzinie złożonej z 5-ciu osób przedstawia się następująco w zestawieniu wydanym przez Polski Komitet Żywnościowy: mąka – 30 kg, groch, fasola – 5 kg, kasza – 10 kg, ziemniaki – 30 kg, kapusta kiszona – 10 kg, cukier 3 kg, marmelada – 1 kg, słonina – 2 kg, boczek lub żeberka wędzone – 1 kg, kawa zbożowa – 0,5 kg, pomidory w butelkach – 1 kg, jarzyny świeże – 10 kg, sól – 1 kg.  Gazeta Polska” nr 231, sierpień 1939, wolna licencja.
Kolejki przed sklepami spożywczymi stały się w drugiej połowie sierpnia stałym elementem warszawskiego krajobrazu.

Czytaj więcej
Niedziela, 20 sierpnia 1939

Plac Piłsudskiego, widok na ul. Ossolińskich

W niedzielę na Placu Marszałka Piłsudskiego odbyła się podniosła uroczystość poświęcenia 50-ciu motocykli ufundowanych przez szeregowych warszawskiej Policji Państwowej z intencją wzmocnienia zmotoryzowanych kadr obrony wojennej. Jak wiadomo, Policja Państwowa formowana jest przeważnie z byłych żołnierzy zaprawionych w służbie wojskowej – i dlatego kadry jej mogą być zawsze użyte, gdy tego zajdzie potrzeba – do obrony państwa. Przykład mieliśmy w roku 1920: pułk policji warszawskiej zapisał się chlubnie w rozprawie z bolszewikami pod Warszawą. Obecna sytuacja nakazuje przezorną mobilizację sił do obrony i w akcji tej policja warszawska bierze również chlubny udział. Oto klub szeregowych pułku piechoty własnym sumptem zakupił 50 motocykli, które wczoraj poświęcono i sprezentowano przed władzami. [...] Podniosła uroczystość, której przyglądały się tłumy publiczności warszawskiej, zakończyła się defiladą motocykli i szkoły policyjnej, korzystającej z obsługi zmotoryzowanej. Popisywała się przy tym doskonała orkiestra policyjna.  
Warszawski Dziennik Narodowy” nr 231 B, 1939, wolna licencja.

Czytaj więcej
Sobota, 19 sierpnia 1939

ul. Bednarska 17

W ostatnich czasach pojawili się w Warszawie różni wróżbici w ilości tak pokaźnej, jak nigdy. Czarodzieje, jasnowidze, indyjscy i tybetańscy uczniowie jogów i łamów, frenologowie itp. przewidujący przyszłość, odczytujący myśli, reklamują się przy pomocy ulotek i plakacików na ulicach stołecznych, nie licząc się zupełnie ze skutkami takiego reklamowania się. Wobec takiego stanu rzeczy władze administracyjne zajęły się wróżbitami. Ogłoszone będą przepisy o rejestracji wróżbitów i wydaniu im odpowiednich zezwoleń, bowiem, jak okazuje się, niektórzy zawodowi wróżbici mają dość treściwie opisane życiorysy w kartotece urzędu śledczego
Warszawski Dziennik Narodowy” nr 231 B, sierpień 1939, wolna licencja.

Czytaj więcej
Piątek, 18 sierpnia 1939

Szczęśliwe dni

W teatrze Ateneum odbywają się ostatnie spektakle „Szczęśliwych dni” Claude'a Andre Pugeta w reżyserii Stanisławy Perzanowskiej. Spektakl cieszył się ogromną popularnością i zamknął przedwojenne dzieje teatru Ateneum. Oto fragment recenzji: „Dobre oko znawcy miał ten, kto w p. Zbigniewie Rakowieckim, do niedawna jeszcze grotesque-tancerzu, a później piosenkarzu i wodewiliście operetkowym dojrzał aktora dramatycznego. Druga to dopiero rola jego komediowa ten Olliver w szczęśliwych dniach – i jaki postęp! Ma jeszcze chwilami zalękłą twarz (trema!!!), ale ze wszystkimi odcieniami roli radził sobie swobodnie. Za kilkanaście lat, gdy już przejdzie w stan podtatusiały, Towarzystwo Krzewienia Kultury Teatralnej zaangażuje go do młodych ról (Te prognozy nie miały się sprawdzić. Zbigniew Rakowiecki zginął w roku 1944, rozstrzelany przez Niemców za udział w Powstaniu Warszawskim), tymczasem mniejsze teatry będą miały pociechę z jego talentu i z jego doskonałych warunków fizycznych na sport-modern amanta.
Adam Grzymała Siedlecki, „Kurier Warszawski” nr 158, 1939, wolna licencja.

Czytaj więcej
Czwartek, 17 sierpnia 1939

Plac Małachowskiego róg Królewskiej

Zakończone zostały prace budowlane przy naprawie szkód wyrządzonych przez silny pożar w jednym z reprezentacyjnych gmachów Śródmieścia, pałacu Kronenberga. Odbudowano stylowy dach w pałacu Kronenberga na placu Małachowskiego.
Nasz Przegląd” nr 229, sierpień 1939, wolna licencja.

W marcu 1939 pożar zniszczył północno-wschodni narożnik dachu pałacu. We wrześniu 1939 roku gmach spłonął od bomb zapalających. Wypalone mury rozebrano w latach 60. Obecnie w miejscu pałacu stoi hotel Sofitel (dawniej Victoria).

Czytaj więcej
Środa, 16 sierpnia 1939

ul. Chmielna 48 (dziś plac Defilad)

W poniedziałek w godzinach popołudniowych do mieszkania dr med. Jadwigi Meszówny przy ul. Chmielnej 48 przyszedł narzeczony jej siostry Wandy, Grzegorz Sągajło, Jerozolimska 29, w sprawie ustalenia daty ślubu. Wanda Meszówna od pewnego czasu ignorowała Sągajłę, przeto młody człowiek był niezwykle zdenerwowany. Podczas rozmowy Meszówna kategorycznie zerwała zaręczyny, oświadczając Sągajle, że nigdy nie zostanie jego żoną. W odpowiedzi Sągajło wyjął rewolwer i strzelił dwukrotnie do kobiet. Dr Jadwiga Mesz została trafiona w nogę, zaś jej siostra w klatkę piersiową. Dokonawszy zbrodni, Sągajło wybiegł z mieszkania i stanąwszy na 3-cim piętrze klatki schodowej, począł wołać, że jeśli ktokolwiek zbliży się do niego, będzie strzelał. W całym domu zapanowała panika. Z komisariatu przybyło 4 posterunkowych w pancerzach, w hełmach i z tarczami stalowymi. Rozpoczęło się oblężenie. Szaleniec widząc, że posterunkowi ukryci za tarczami zbliżają się do niego, począł strzelać z rewolweru. W odpowiedzi jeden z policjantów strzelił, raniąc Sągajłę w szyję. Równocześnie nadjechała karetka pogotowia, którego lekarz po opatrzeniu Wandy Meszówny odwiózł ją w stanie ciężkim do szpitala na Czystym. Do rannego Sągajły wezwano również pogotowie, które przewiozło go do szpitala Dzieciątka Jezus, gdzie przy jego łożu czuwa policja.
Warszawski Dziennik Narodowy” nr 224, sierpień 1939, wolna licencja.

Czytaj więcej
Wtorek, 15 sierpnia 1939

ul. Długa przy placu Krasińskich

15 sierpnia Warszawa obchodziła uroczyście Święto Żołnierza. Na placu Krasińskich odbyła się defilada oddziałów wojskowych. Po defiladzie oddziały przemaszerowały ulicami miasta na Plac Marszałka Piłsudskiego, ustawiając się frontem do Grobu Nieznanego Żołnierza. Nastąpił uroczysty moment oddania hołdu poległym bohaterom w walkach o granice Wolnej Polski. Uczestnicy uroczystości uchwalili następującą rezolucję: (…) Polska Siła Zbrojna, wyrosła z Narodu, który ponad wszystko ceni wolność i niepodległość – otoczona jest powszechną miłością i opieką całego Narodu. W obliczu grożącej wojny Naród Polski z całym spokojem i pełną ufnością w potęgę zbrojnego ramienia Rzeczypospolitej przyjmuje każde wyzwanie, jakie mu narzuci nieprzytomna prowokacja. Nasz Przegląd” nr 228, sierpień 1939, wolna licencja.

Czytaj więcej